Archive for Maj, 2010
Pizza & Rybki
Niedawno moja pięcioletnia córeczka otrzymała list od swojej sześcioletniej kuzynki – Milenki.. Dziewczynki mieszkają dość daleko od siebie, bo aż czterysta pięćdziesiąt kilometrów. Bardzo lubią rozmawiać między sobą przez telefon, czy przez skype , ale potrzebowały jakiejś odmiany. Wspólnie z mamą Mileny – Kingą, postanowiłyśmy pokazać im, że istnieje alternatywny sposób komunikacji, zapomniany prawie w dzisiejszych czasach. Moim zdaniem sposób ten jest bardzo uroczy, a chodzi oczywiście o tradycyjne pisanie listów, na papeterii, zwłaszcza takiej pięknie pachnącej. Wiadomo, że nasze dzieci jeszcze nie potrafiłyby napisać listu, ale my byłyśmy ich sekretarkami, a one tylko podpisywały się na końcu, bo to już potrafią zrobić. Dziewczynkom bardzo spodobało się takie pisanie i otrzymywanie listów, więc zaczęły ze sobą namiętnie korespondować. Przypomniał mi się ten ostatni list, bo czytając go, bardzo poprawił mi humor, bawiąc mnie niezmiernie. Milena napisała coś niesamowicie zabawnego dla mnie, więc chciałam się z Wami tym podzielić. Wiadomo na samym początku tradycyjne powitania, wyznawanie tęsknoty i takie tam… Ale czytając dalej: „ Wiesz, wczoraj pojechaliśmy do Włoszczowy, bo moja mama powiedziała, że pizza Włoszczowa jest najlepsza. Moim zdaniem pizza Włoszczowa jest pyszna, ale kiedy przyjeżdża do nas, no ale mama się uparła. Byliśmy w pizzerii. Nie pamiętam nazwy, ale skoro jest tam pizza Włoszczowa, to może nazywa się ona po prostu Pizzeria Włoszczowa. Jak myślisz Olu? Było tam akwarium, nawet duże, chociaż nie większe od Twojego. Zapytałam mamy jakie to rybki, a mama powiedziała, że rekiny. Kiedy zamawialiśmy pizzę ja chciałam z serem, a mama z jakąś rybą. Zaczęłam się bać, że ta pizza będzie zrobiona z tych rybek. Poszłam do pani i powiedziałam, że mama nie chce zabijać tych rybek, żeby powstała pizza Włoszczowa. Pani powiedziała, żebym się nie martwiła i dała mi w nagrodę soczek jabłkowy. Mniam, był pyszny. A rybki zostały i chyba pływają nadal. Pozdrawiam i całuję i nie mogę się doczekać wakacji. Milena” Czyż niezabawne? Dzieci są po prostu super i takie szczere.
Halo, tu pizza!
Opowiem Wam dzisiaj o mojej nietypowej przygodzie z pewna pizzerią z Włoszczowy – miasta, z którego pochodzi moja babcia, ze strony taty. No ale do rzeczy. Oczywiście nie będzie to przygoda w złym tego słowa znaczeniu. Będzie to opowieść, mam nadzieję, lekko humorystyczna, z odrobiną akcji, godną niejednego filmu sensacyjnego. Pewnie zastanawiacie się o jaką pizzerię może mi chodzić. A więc nie będę trzymała wszystkich czytelników w napięciu i powiem, że jest to po prostu Halo Pizza Włoszczowa. Muszę przyznać, że jest to bardzo dobra pizzeria, oczywiście z przepyszną pizzą i innymi bajerami Fast foodowymi. Odkąd tylko pamiętam moje przyjazdy do Włoszczowy, Halo Pizza Włoszczowa zajmuje dość obszerne miejsce w mojej pamięci. Niegdyś lokal znajdował się gdzieś indziej, już nawet nie pamiętam na jakiej ulicy, a teraz Halo Pizza Włoszczowa to bardzo piękny lokal, pub we Włoszczowie, zachęcający do posiedzenia w nim, zjedzenia pyszności, pogadania z przyjaciółmi i posłuchania muzyki. Jak to zwykle rozpisałam się nie w tym temacie, co trzeba, więc przejdę do meritum sprawy, czyli mojej przygody z Halo Pizza Włoszczowa. Zdarzyło się to ostatniej zimy, która była strasznie śnieżna. Jak zwykle drogi na terenie całego powiatu były, jak na mój gust straszliwe, śliskie, jednym słowem okropne. Śnieg sypał na dodatek, no ale ja postanowiłam odwiedzić moją przyjaciółkę z dzieciństwa, która po ślubie zamieszkała w niedaleko odległym Olesznie. Urządziłysmy sobie super wieczór, jej mąż był akurat w pracy, więc poszalałyśmy trochę. Napiłyśmy się winka, no ale po pewnym czasie zrobiłyśmy się potwornie głodne. Przyszła nam ochota na jakąś pizzę, ale że żadna z nas już nie mogła prowadzić, więc nie wiedziałyśmy co zrobić. Przyjaciółka nagle powiedziała, że do jej miejscowości przyjeżdża właśnie Halo Pizza Włoszczowa, więc szybko zamówiłyśmy nasze przysmaki. Pani zapewniła nas, że mimo tak fatalnych warunków na drodze, pizza za 40 minut będzie u nas w domu. Nie zdążyłyśmy jednak przekazać, aby pan nie wjeżdżał na podwórko, gdyż ugrzęźnie w błocie i śniegu. Niestety pan przyjechał, pizzę przywiózł, ale zakopał się. Oczywiście chciałyśmy pomóc, ale w takim stanie byłyśmy marną pomocą. Z pomocą sąsiada, około północy udało się uratować dostawcę pizzy, który z uśmiechem powiedział nam, że dla nas pizzy już nie przywiezie.